Koncert dzisiejszy świetnym był. Grała kapela Strachy na lachy. Ale nie w tym rzecz. Zdażyły sie dziś dwie śmieszne rzeczy. Pierwsza - z moim skromnym udziałem jako twórcy hasła, w drugiej niestety wystąpiłem jako w roli bardziej odpowiadającej mi charakterologicznie: ofiara losu.(...) Pierwsza: siedzimy sobie na laborce, i przychodzi inna grupa na laborke i po 15 minutach ich koleś komunikuje: "Idę na obiad, jak chcecie możecie sobie iść". No i nic, po jakimś czasie dopiero ktoś się wyłamał i zdecydował się wyjść wcześniej niż reszt grupy - brawo dla tego chłopaka, za nim podążyło jeszcze paru. Ale część została do końca. Ja jak to ja, skomentowałem: " Czego można nie zrozumieć w zdaniu : możecie sobie iść". Historia numeru duo: z powodu koncertu w stracholu był straszny młyn, więc kumple poprosili żeby im pomóc za barem. No to im pomogłem, dzięki czemu zasłużyłem na metkę przyklejoną na plecy pod hasłem : "robi wszystko" i drugą : "10zł" - nie ma to jak uznanie w oczach kolegów

Zawiedziony nudą życia powszedniego postanowiłem wybrać się niedawno na obóz, nie żeby tam jakiś językowy, ale zwykły normalny taki dla studentów, coby jak zwykle nie wylądować z bandą dzieciarów.

Dwa tygodnie temu był festival w Paprocanach, Dżemowy festival. Było rewelacyjnie, tyle sie nie naskakałem w życiu i myślałem ze się nie naskacze w najbliższym czasie, jak sie miało okazać myliłem się. Ale wracając do tematu, zostało po nim miłe wspomnienie w postaci filmu nakręconego przez znajomego - Gienka, zwłaszcza utkwił mi w pamięci widok dziewczyny w czerwonych szpilkach. To z filmu, a z życia to zapamiętałem 7 godzinny powrót do domu i dziewczyny, ale o nich więcej przy okazji urodzin. Byłem tam ze znajomymi, ale po koncercie mnie nie znaleźli więc stwieidzili że zostałem na namiotach, ale nie - ja dzielnie czekałem na nich przy bramie. W końcu spotkałem zaqa zmieżającego w jedynym sensownym kierunku czyli na shella, cóż miałem robić, przyłączyłem się w jego śniętej krucjacie w poszukiwaniu piwa. Posiedzielismy sobie na ulicy, zaq poczół, że czas już na niego, wieć ... (tu jest długa nudna opowieść o tym jak siedziałem na przystanku i postanowiłem się przejechać w końcu taxówką na dworzec - no bo przecież pociągi jeżdżą cały czas- i o tym jak się okazało, że nie jeżdżą cały czas i jak wróciłem do domu po 7 godzinach). Ale było genialnie, na Dżemie, zdarłem sobie gardło. Tydzień później były urodzine Grzegorza - ten sam który mnie zostawił w Paprocanach :), No i właśnie tam okazało się, że moge skakać więcej niż na koncercie :) Super kapela Hokus- bluesowo rockowa, Marzena i Kamila, dwie beczki piwa i można szaleć całą noc - kto by się spodziewał.